Tatuaże u lekarzy?! Czy powinni się czegoś obawiać?


Tym razem historia napisała się sama. Miło, że zdarzają się takie, ponieważ poprawiają humor i zwiększają akceptację tatuaży.

Wczoraj byłam u lekarza. Pani doktor miała już swoje latka, ale była bardzo miła i potrafiła dostosować się do pacjentów, złapać z nimi wspólny język.


Zobaczyła tatuaż na nodze, sama z siebie zaczęła go komplementować "wow, jaki piękny, pokaż dalej, no pokaż!" Sama pokazała mi swoje:-) Kto by pomyślał, że stateczna pani w nie ukrywajmy się, podeszłym wieku i na poważnym stanowisku, będzie tak wydziarana:
tatuaż na przedramieniu w postaci ważka w kolorze czarnym oraz ten pokaźnych rozmiarów na prawej łopatce w postaci motywów kwiatowych.

Muszę przyznać, że robiły wrażenie. Nie były rzucone na ciało jak jajko na patelnię- wręcz przeciwnie, były idealnie odzwierciedlone szczegóły, a całość była realistyczna.

"Dyrektor szpitala, w którym pracuję, mówił mi [Boże, Anka jak ty będziesz wyglądać za kilka lat? I co pacjenci powiedzą?]". Przecież pacjenci sami mają,
a oprócz sztywnego dialogu specjalistycznego miło jest pogawędzić na różnorakie tematy.


A Wy, drodzy czytelnicy, uważacie, że wizyta
w przychodni lekarskiej powinna opierać się o sztywny szablon rozmowy, czy oprócz informacji zdrowotnych dobrze jest porozmawiać też o innych rzeczach?


Lubicie otwartość lekarza i indywidualne podejście do pacjenta?

Mieliście już podobne przejścia?


Czy uważacie, że osoba na takim stanowisku wygląda profesjonalnie z tatuażem w widocznym miejscu? Dla mnie nie wpływa to na jakość porady ani na wiarygodność tejże osoby. Liczy się doświadczenie i wiedza.
Do następnej historii!:-)





PAULINA <-(kliknij i przejdź do profilu na fb)